Last but not least

Last but not least

Program „Mieszko w Europie” dobiega końca. Kilka dni temu, pełne wrażeń wróciły z Anglii ostatnie uczestniczki szkoleń: panie Iwona Dominiak, której sprawozdanie załączamy tutaj oraz pani Joanna Szpytko, która tak dzieli się swoimi wrażeniami:

„Byłam jedną z ostatnich uczestniczek kursu językowego organizowanego w ramach projektu „Zagraniczna mobilność kadry edukacji szkolnej.”

Koleżanki – poprzedniczki sporo już o pobycie w Wielkiej Brytanii nam opowiedziały. Szczególnie nieskomplikowana wydawała się podróż do Bournemouth. Wiedziałam  dokładnie, w którym miejscu należy wsiąść, gdzie należy wysiąść. Tyle teorii, a życie pisze własne scenariusze. Razem z Iwoną Dominiak wyruszyłyśmy w naszą podróż w nieznane. Wyleciałyśmy z Goleniowa do London Luton, skąd miałyśmy udać się autobusem podmiejskim na dworzec autobusowy, a następnie do Bournemouth. Niestety, kierowca z London Luton wyruszył  z dużym opóźnieniem. Z przerażeniem obserwowałyśmy jak powoli przebija się przez zakorkowane ulice Londynu. A czas do odjazdu naszego następnego autobusu biegł nieubłaganie. Kiedy wpadłyśmy zdyszane na dworzec, zobaczyłyśmy już tylko tył naszego pojazdu. Nie ukrywam, że nie było nam do śmiechu. Ale trzeba było działać. Wspólnymi siłami ułożyłyśmy potencjalny scenariusz rozmowy z kierowcą następnego,  jadącego do Bournemouth autobusu. Pan chyba nas zrozumiał, bo pozwolił na kontynuowanie podróży.  Dałyśmy radę. Pierwsze angielskie koty za płoty.

Pod domem naszej gospodyni zjawiłyśmy się późnym wieczorem. Miss Julie przywitała nas pyszną kolacją. Zaczęło się bardzo obiecująco, ale na tym się skończyło… .

Nasza Julie w następnych dniach nie była już tak miła. Ale to już zupełnie inna historia.

Razem z nami mieszkała przesympatyczna Murien – Francuzka, emerytowana pielęgniarka. Osoba bardzo ambitna, która przyjechała do Anglii na 6 tygodniowy kurs językowy. Ponieważ Murien znała tylko parę słów angielskich, w ruch poszedł język migowy. Zaprzyjaźniłyśmy się bardzo, codziennie spędzałyśmy czas popołudniowy. Wspólnie zwiedzałyśmy miasto, jeździłyśmy na wycieczki.  W domu Julie mieszkały jeszcze z nami dwie Szwajcarki, dziewczyna z Turcji i z Kolumbii.

Pierwszego dnia, w niedzielę, wyruszyłyśmy na zwiedzanie okolicy. Przede wszystkim zlokalizowałyśmy nasza szkołę językową – Richard Language College. Znajdowała się bardzo blisko, 10 minut drogi spacerkiem przez… cmentarz, który momentalnie zachwycił mnie swoim klimatem. Znajdował się na nim piękny, średniowieczny kościół i zabytkowe, stare nagrobki.

W poniedziałek rano, w Richard Language, po napisaniu testu językowego udałam się do swojej grupy.  Były tam osoby z Arabii Saudyjskiej, Tunezji, Egiptu, Włoch, Francji ale również z Polski.

Lekcje odbywały się codziennie od 9.15 do 15.30 z przerwą na lunch.

Zajęcia prowadzone były w sposób bardzo urozmaicony, metodami aktywnymi. Lektorzy zmieniali się. Intensywna nauka szybko przynosiła efekty, bariera językowa została pokonana.  Codzienne używanie języka obcego, to znakomity sposób na przypomnienie i rozwijanie umiejętności językowych.

Oprócz nauki, znalazł się również czas na spotkania towarzyskie z poznanymi koleżankami i kolegami oraz zwiedzanie okolicznych, przepięknych miasteczek – jednym z nich było średniowieczne Christchurch z zachwycającą zabytkową katedrą.

Katedra w Christchurch

Jedną z największych atrakcji turystycznych okazał się Londyn. Zachwycił wspaniałą architekturą, układem przestrzennym. W ciągu jednego dnia nie sposób zobaczyć całego miasta, jednak udało się zobaczyć sztandarowe wizytówki Londynu  – Buckingham Palace, Big Ben, London Eye, katedra Westminster, British Museum.

Pobyt w Anglii okazał się ciekawym doświadczeniem i wzbogacił moje umiejętności językowe, co zostało potwierdzone certyfikatem. W pamięci i na fotografiach pozostały piękne, zabytkowe miasta i miasteczka, bajkowe krajobrazy, z dużym sentymentem wspominam poznanych tam ludzi.”

 

 Joanna Szpytko

fotografie: Agnieszka Żychska