Zapraszamy do lektury wydania specjalnego tygodnika "WYSPIARZ" poświęconego pierwszym 50 latom historii naszego Liceum:
50 lat "Mieszka" - wydanie specjalne "Wyspiarza" - POBIERZ PDF
STARE ŚWINOUJŚCIE: NIEMIECKA SZKOŁA PRZY NIEDZIAŁKOWSKIEGO
Edukacja i historia
Od blisko 80 lat kolejne pokolenia młodych świnoujścian dumnie opuszczają mury Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Niedziałkowskiego. Mniej szczęścia miała niemiecka szkoła mieszcząca się przed drugą wojną światową w budynku dzisiejszego „Mieszka”.
Historia szkoły jest krótka, liczy nieco ponad dwie dekady. Wystarczyły one jednak, żeby mocno ją doświadczyć. Nie oszczędziła szkoły polityka, nadając jej w pewnym momencie imię wyjątkowo niefortunnego patrona. Nie oszczędziły jej także bomby spadające na Świnoujście w marcu 1945 roku.
Kronikarz miasta
Budynek przy dawnej Steinbrückstraße datuje się na rok 1922. Początkowo był to niewielki obiekt, w którym funkcjonowała szkoła podstawowa dla chłopców.


Niedługo potem szkołę rozbudowano o pokaźne lewe skrzydło oraz salę gimnastyczną. Uroczyste otwarcie nowej placówki nastąpiło 11 sierpnia 1930 roku. W gmachu mieściła się szkoła męska – także z oddziałami wyższymi, kończącymi się egzaminem maturalnym – oraz szkoła zawodowa.

Nadzór nad obiema placówkami sprawował Robert Burkhardt (1874-1954), postać niezwykle ważna nie tylko dla przedwojennej szkoły, ale przede wszystkim dla miasta i regionu. Kronikarz, historyk, autor ponad 40 pozycji, które do dzisiaj są podstawowym źródłem informacji dla współczesnych badaczy historii miasta Świnoujścia i Pomorza Zachodniego.
Posadę rektora w szkole dla chłopców (Knabenschule) Burkhardt objął w 1924 roku. Jako demokrata krytykował nadzór szkolnictwa przez siły niezwiązane z pedagogiką – prawników i teologów, a także walczył o lepsze wyposażenie szkół. W okresie jego zarządzania szkołami powstała najbardziej znacząca część jego dorobku naukowego i publicystycznego, przede wszystkim jego fundamentalne prace dotyczące historii Świnoujścia. W wydanej w 1931 roku „Geschichte des Hafens und der Stadt Swinemünde” niezwykle obszernie i szczegółowo przedstawił obraz miasta od 1806 roku do końca lat 20. minionego wieku. Jak podaje dr Józef Pluciński, jest to faktycznie kompendium wiedzy historycznej o Świnoujściu.
Nowy patron
Po przejęciu władzy w Niemczech przez narodowych socjalistów w 1933 roku Burkhardt nie wstąpił do partii, został więc odsunięty od szkolnictwa. Jego osoba cieszyła się powszechnym uznaniem w Świnoujściu, dlatego mimo jego nieprzystających do czasów poglądów politycznych otrzymał posadę kierownika miejskiego archiwum. Tutaj jego głównym zadaniem było wertowanie ksiąg kościelnych w poszukiwaniu aryjskich korzeni mieszkańców Świnoujścia.
Tymczasem szkoła przy dzisiejszej ulicy Niedziałkowskiego otrzymała nowego patrona. Ze świnoujskiej książki adresowej z 1938 roku wynika, że w szkole męskiej im. Adolfa Hitlera piętnastu nauczycieli prowadziło przedmioty ogólne. Natomiast szkoła zawodowa edukowała chłopców w kierunku zawodów handlowych. Oprócz pedagogów kształceniem zawodowym zajmowali się także mieszkańcy Świnoujścia – mistrzowie w swoim fachu. Nie zachowały się żadne dowody, że w szkole odbywało się kształcenie militarne.
Pod koniec wojny w budynku nie prowadzono już lekcji. Obiekt przeznaczono na miejsce tymczasowego pobytu dla pensjonariuszy domu starców oraz licznych uchodźców uciekających przed armią radziecką. Kiedy 12 marca 1945 roku nad Świnoujściem pojawiły się amerykańskie bombowce, kilka pocisków trafiło w szkolny budynek.
"Na budynek szkolny przy ul. Niedziałkowskiego posypały się bomby zrzucane przez lotników amerykańskich i angielskich. Dach hali sportowej, kryty papą był poorany pociskami i odłamkami bomb. Dachówki na głównym budynku szkoły w strzępach, powybijane szyby, dziury w ścianach po pociskach. W uszkodzonym skrzydle szkoły, gdzie obecnie znajduje się boisko szkolne, były gabinety, ubikacje, natryski, garaże i sale lekcyjne. To wszystko legło w gruzach. Po lewej stronie gmachu szkoły ocalało niewiele. Przy okazji zostały zmiecione z powierzchni ziemi budynki straży pożarnej, które znajdowały się obok szkoły. Jak dyrektor szkoły, tak i władze miejskie tamtych lat, pozostawili halę sportową własnemu losowi, bo była ona przeznaczona do rozbiórki. I parkiet znalazł nabywcę, i sprzęt sportowy również. Z korytarzy szkolnych ukradziono linoleum." (fragment opracowania W.Dudara i S.Ewertowskiego)

Tragiczny marzec
Horst Wegner, świadek tych tragicznych wydarzeń, opisał je kilka dekad później. Jako 14-latek zatrzymał się z rodziną w budynku szkoły, uciekając przed nadchodzącym od Kołobrzegu frontem. – Wszędzie, nawet w przejściach do pomieszczeń, tłoczyli się ludzie. Wskazano nam miejsce w korytarzu. Po tylu trudach mogłem tylko położyć się i spać – wspomina.
W południe 12 marca Wegner czekał na szkolnym boisku w kolejce po zupę. Syren alarmowych nie słyszał. Kiedy spadły pierwsze bomby, wybuchła panika. – Setki ludzi pchało się przy małych wejściach, wszyscy chcieli dostać się do piwnicy, także ci, którzy schodzili z góry. Wskoczyłem w dół wypełniony popiołem. Od wewnątrz przytrzymywałem pokrywę, która unosiła się z każdą detonacją. Myślałem o tym, że nie dosięgną mnie odłamki. I jeżeli mam mieć pecha, bomba spadnie prosto na mnie i już mnie nie będzie. Dziesięć albo piętnaście minut modliłem się, żeby to już się skończyło. Ale nadchodziły kolejne fale bomb. Strach, śmiertelny strach w samotności, kiedy się nie wie, czy rodzice zeszli do piwnicy.
Potwierdziły się najgorsze obawy 14-latka. Po kilku godzinach odnaleziono ciało jego matki. Ułożono je na trawniku przed szkołą, w rzędzie ciał starców, mężczyzn i kobiet, dzieci i niemowląt. Przez kolejne dni chłopiec oczekiwał na znak życia swojego ojca. Bezskutecznie.
Na nowej drodze życia
Kiedy we wrześniu 1946 roku organizowano w mieście nauczanie dla polskiej ludności, szkoła przy Niedziałkowskiego była w fatalnym stanie. W gruzach leżała lewa część budynku, sala gimnastyczna uległa całkowitemu zniszczeniu. Dlatego pierwszy dzwonek Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Mieszka I zabrzmiał w gmachu obecnej Szkoły Podstawowej nr 1 ulicy Narutowicza. W 1948 roku, po kapitalnym remoncie prawego skrzydła, szkołę przeniesiono do obecnej siedziby. Kolejne dekady to okres nieustannych napraw, rozbudowy i konserwacji szkolnego gmachu. Prawie 100-letni obiekt zasłużył w końcu na generalny remont – z dużym prawdopodobieństwem prace zakończą się do setnych urodzin budynku poniemieckiej szkoły.
/opracowała: Magdalena Monkosa/
Historia „Mieszka” – kamienie milowe
Prezentację powojennej historii naszej szkoły zaczynamy od przedstawienia złożonego z wybranych fragmentów obszernego, wieloaspektowego opracowania dokonanego przez p. dyr Grażynę Szczodry z okazji 65 rocznicy powstania szkoły. Opracowania najnowszej historii (od roku 2017) dokonała p. Agnieszka Żychska. Zamieszczamy również fragmenty wspomnień trzeciego dyrektora szkoły: W. Dudara i prof. S.Ewertowskiego.
Pierwszy dzwonek w Liceum Ogólnokształcącym im. Mieszka I zabrzmiał w roku 1946 w gmachu obecnej Szkoły Podstawowej nr 1 przy ulicy Narutowicza 10. Liceum zorganizowała pani JADWIGA JASIŃSKA, mgr filozofii, pierwsza dyrektorka, na polecenie Kuratorium w Szczecinie. Pani Jadwiga Jasińska pełniła funkcję dyrektora szkoły do roku 1949.
Oto fragment historycznego opracowania autorstwa W. Dudara i S.Ewertowskiego, link do pełnego tekstu na początku strony "HISTORIA":
"Po przybyciu do Świnoujścia Pani Jadwiga postanowiła zająć się, jeszcze nieliczną, gromadką dorastającej młodzieży, która przywędrowała wraz z rodzicami z różnych zakątków Polski, ze Wschodu i Zachodu. Słuchając mowy młodzieży trudno byłoby powiedzieć, że władają poprawną polszczyzną, niektórzy wcale nie mówili po polsku. Udała się do inspektora szkolnego Władysława Łaby. Trafiła na dobry grunt, bo pan Władysław, nauczyciel z krwi i kości, bardzo się ucieszył, że ma do swojej dyspozycji wykształconą nauczycielkę, pełną zapału w dążeniu do rozpalenia kagańca oświaty w małym, portowym miasteczku. W tamtych czasach władza nad miastem, gdzie obok grupy Polaków mieszkało jeszcze dużo Niemców, należała do wojsk sowieckich.
Jadwiga Jasińska z inspektorem Władysławem Łabą zapoznali się ze stanem budynków szkolnych w mieście. Wybrano budynek szkolny (obecnej SP nr 1 - przyp. redakcji) przy ul. Narutowicza. Trzeba było zakasać rękawy i zabrać się do solidnej roboty przy porządkowaniu budynku. Pani Jadwiga nie tylko kierowała pracą, lecz sama ciężko pracowała wraz z robotnikami. Budynek był zrujnowany, wszędzie brud, uszkodzone drzwi i okna, zdewastowane wnętrza, poniszczony sprzęt szkolny. Widząc postępy w porządkowaniu szkoły włączył się do pomocy przy odnawianiu budynku szkoły kierownik Referatu Odbudowy Starostwa Tadeusz Dobrzyński. Po wykonaniu niezbędnych prac remontowych i porządkowych budynek szkolny był przygotowany do zajęć lekcyjnych.
W maju 1946 roku rozpoczęto nabór młodzieży do Gimnazjum i Liceum.
Władze miasta nie posiadały zasobów pieniężnych przeznaczonych na remont szkoły. Aby doprowadzić budynek do pełnej używalności, trzeba było szukać pomocy władz wyższych. Tu pani Jadwiga Jasińska odniosła sukces. W Kuratorium trafiła na profesora matematyki z uniwersytetu lwowskiego pana Wincentego Lewickiego, znanego przed wojną autora podręczników matematyki dla uczniów szkół średnich. Naczelnik z entuzjazmem zaaprobował inicjatywę pani Jadwigi, która od tej chwili otrzymała wszelkie pełnomocnictwa dotyczące uruchomienia szkoły średniej w Świnoujściu. Czego chcieć więcej?
W końcu i burmistrz Ignacy Molik zainteresował się szkołą i zdobył trochę pieniędzy na łatanie dachu, wstawienie szyb, malowanie sal lekcyjnych. Nabór trwał, lato mijało, zbliżał się wrzesień. Młodzież czekała na pierwszy szkolny dzwonek w polskim Świnoujściu. (...)
Dnia 9 września 1946 roku rozpoczął się rok szkolny nabożeństwem, a 10 września zaczęły się lekcje. Szkoła przybrała nazwę Państwowe Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im. Mieszka I w Świnoujściu. (...) Liczba uczniów: 45. (...)
Aby umożliwić zamiejscowej młodzieży naukę w szkole kwaterowano młodzież u sióstr zakonnych. Po jakimś czasie otwarto internat (...).
W roku 1948 szkołę przeniesiono z ul. Narutowicza do budynku przy ul. Niedziałkowskiego, w którym znajduje się po dziś dzień.
(...) Patrząc z perspektywy lat na pierwszą dyrektorkę szkoły trzeba stwierdzić, że była ona prawdziwym pionierem oświaty na Ziemi Wolińskiej. Kiedy powzięła zamiar zorganizowania liceum, nie było w Świnoujściu nauczycieli gimnazjalnych, nie było ani odpowiedniego budynku na szkołę, ani nawet funduszów na kapitalny remont zniszczonej na skutek działań wojennych szkoły przy ul. Narutowicza. W stosunkowo krótkim czasie zdołała pokonać piętrzące się niemal na każdym kroku trudności i już we wrześniu 1946 r. doprowadzić do inauguracji roku szkolnego."
Jesienią 1946 r. wybrano Komitet Rodzicielski, który w 1999 r. przekształca się w Radę Rodziców.
Drugim dyrektorem szkoły, w marcu 1949 roku, zostaje pani MARTA ARGASIŃSKA, która pełni tę funkcję do roku 1951.


W maju 1951 roku odbyła się pierwsza matura. Zdawało ją 11 absolwentów klasy, której wychowawczynią była dyr Marta Argasińska.
Trzecim dyrektorem szkoły w roku 1951 zostaje pan WŁADYSŁAW DUDAR, który pełni tę funkcję do roku 1960.

Po wyremontowaniu w 1952 r. głównej klatki schodowej otwarto w szkole główne wejście, które jest czynne do dziś, wcześniej do budynku wchodziło się, obecnie otwieranym tylko w wyjątkowych sytuacjach, wejściem od ulicy Niedziałkowskiego. W tym samym roku zakończono również remont sali gimnastycznej, zakupiono pomoce dydaktyczne: mikroskopy do sali biologicznej i sprzęt sportowy. Ostatnie piętro zostało przystosowane na potrzeby internatu i eksploatowane było do roku 1958. W 1954 na dziedzińcu szkoły wybudowano boisko do siatkówki, a w 1958 do piłki ręcznej oraz bieżnię lekkoatletyczną, skocznię w dal i wzwyż. Ponadto, w latach 1956-1959 dokonano istotnych zakupów sprzętu sportowego, w tym m.in. jachty-slupy „Omega” i 4 „Kadety”. W tym czasie utworzono w szkole gabinety – lekarski i dentystyczny. Od 1957 istniały w szkole pracownie robót ręcznych dla chłopców i dziewcząt.
Oto fragment wspomnień dyrektora Dudara, rzucających światło na realia i atmosferę epoki pionierów (pełen tekst pod linkiem na początku działu "HISTORIA"):
"W pierwszej kolejności chciałem odbudować halę sportową niezbędną dla normalnie pracującej szkoły. Otrzymałem z kuratorium skromny fundusz na reperację dachu. Pieniędzy starczyło tylko na zapłacenie robocizny. Papę, lepik, smołę i gwoździe otrzymałem z gazowni, której kierownikiem był wtedy pan Niezgoda. Pan Cebula przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego dał robotników-fachowców ze swego przedsiębiorstwa, w którym pracował (MPGK), dziury na dachu zostały załatane i wilgoć już nie niszczyła uszkodzonych tynków. Pan naczelnik Lewicki podpowiedział mi, że pieniądze na dalsze prace można zdobyć w wojewódzkim Komitecie Stołecznego Funduszu Odbudowy Stolicy. Skorzystałem z rady pana naczelnika i udałem się do biura SFOS, gdzie szefował pan Szechter. Moje przybycie uprzedził pan Lewicki. Tu dowiedziałem się, że wojewódzkie fundusze Komitetu się wyczerpały, że trzeba jechać do pana Prezydenta Bieruta, bo on jest przewodniczącym SFOS na kraj i przydziela pieniądze na potrzeby szkół.
Architekt, pan Kołodziej przygotował odpowiednią dokumentację dotyczącą remontu szkoły, hali sportowej i odbudowy lewego skrzydła szkoły. Koszt robocizny wynosił około 40.000 zł. Otrzymawszy pisemne poparcie z Kuratorium i od pana Szechtera z delegacją i moimi poborami wynoszącymi w tamtych latach 500 zł udałem się do stolicy. Odnalazłem Komitet SFOS gdzie Prezydent Bierut wydał polecenie wystawienia dla mnie czeku na 40.000 zł na pokrycie wydatków związanych z robocizną. Materiały niezbędne do remontu miałem załatwić we własnym zakresie. Z czekiem w kieszeni wróciłem do Szczecina i z pobraną wymienioną kwotą w kieszeni wróciłem do Świnoujścia. Z promu udałem się prosto do banku, który znajdował się przy placu Słowiańskim 1.
BIERUT Z WARSZAWY
Była noc. Zadzwoniłem. Zaspany dyrektor banku, pan Wojtanowski kaszląc i przeklinając zszedł po schodach i przez drzwi zapytał: „Jaka cholera budzi mnie ze snu?” Powiedziałem mu, że jestem Dudar i jak dodałem, że dyrektor Dudar, otworzył drzwi i wpuścił mnie do banku. Pyta w jakiej sprawie przychodzę - może żona wywaliła z domu? Mówię mu, że nie, przynoszę 40.000 zł. „Skąd masz, obrabowałeś kogoś?” „Dostałem od Bieruta”. „Jakiego Bieruta?” „Tego z Warszawy.” Dyrektor Wojtanowski zaprowadził mnie do biura, obejrzał i policzył pieniądze, schował do sejfu i wystawił pokwitowanie.
Następnego dnia miałem konto otwarte i mogłem zabrać się do odbudowy hali sportowej jak również całego budynku szkolnego. Pozostał problem zdobycia materiałów potrzebnych do remontu.
Pewnego dnia wszedł do gabinetu wysoki mężczyzna. Przedstawił się: „Jestem Oszwaldowski, buduję Odrę a moja córka chce być uczennicą VII klasy w pana szkole”. Sekretarka spisała dane personalne dziewczyny i sama zaprowadziła nową uczennicę do klasy. Pan inż. Oszwaldowski, po krótkiej rozmowie, poprosił, aby oprowadzić go po szkole. Uczyniłem to. Później spytał, czy mam zamiar doprowadzić budynek do normalnego stanu, aby jego córka dobrze czuła się i uczyła w tej szkole. Powiedziałem, że mam pieniądze tylko na robociznę. Po zapoznaniu się z kosztorysem pan Oszwaldowski poprosił sekretarkę, aby napisała do „Odry” pismo o wypożyczenie niezbędnych materiałów budowlanych. Z pismem tym, podpisanym przeze mnie, pan inżynier opuścił gabinet. Za dwa dni przed szkołą zajechał traktor z przyczepami załadowanymi materiałami budowlanymi, które zostały zniesione do piwnicy. Uczniowie klas starszych pomagali przy rozładunku. W następnym dniu praca zawrzała. Nadzorował wykonanie prac pan architekt Kołodziej. Po dwóch tygodniach szkoła pachniała świeżością farb. Kierownik ekipy remontowej wystawiał rachunki, architekt Kołodziej zatwierdzał, a ja wypłacałem należności. Ewidencję wypłat prowadził bank. Po dwóch miesiącach pobytu w naszej szkole córka inżyniera Oszwałkowskiego przeniosła się do Kostrzynia. Po jakimś czasie przyszedł do mnie inżynier, położył na biurku zamówienie na materiały budowlane w „Odrze” i powiedział, żeby ten papierek schować do kasy, powiedział, że on został przeniesiony do pracy na budowie papierni w Kostrzyniu.
Podziękowałem mu za wszystko. Po jakimś czasie zamówienie „wyparowało” z kasy i do dziś „Odra” nie upomniała się o zwrot wypożyczonych materiałów budowlanych.
Ściany, drzwi, okna, sufity były pomalowane, ale uczniowie chodzili po korytarzach po kruszącym się korku, kiedyś przykrytym rozkradzionym po wojnie linoleum. Aby nie kurzyło, sprzątaczki raz w tygodniu smarowały korytarze wypracowanym olejem silnikowym. Tuż przed wakacjami sekretarka szkoły zapowiada przybycie delegacji z PaFaWagu z Wrocławia. Dwóch panów i jedna pani są przedstawicielami rady zakładowej, przyjechali do Świnoujścia, aby wynająć budynek szkoły na kolonie dla dzieci pracowników. Nim zaszli do mnie, po cichu obejrzeli budynek szkoły, który im się spodobał. Rozmowa była krótka: „będzie budynek na kolonie, będzie założone linoleum na wszystkich korytarzach.” I tak się stało.
Z remontami i odbudową hali poszło gładko, pozostało jeszcze zadanie uruchomienia lewego skrzydła szkoły oraz zakup pomocy naukowych. I z tym daliśmy sobie radę. Przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego pan Janusz Cyranowski założył spółkę odzysku złomu i metali kolorowych. Do Spółki wciągnął kapitana portu, pana Wiśniewskiego, który doskonale wiedział, gdzie są zatopione niemieckie łodzie podwodne (miejsce położenia tych łodzi było ukrywane przed Rosjanami). Procedura była prosta – łodzie podwodne specjaliści w nocy podnosili, cumowali do holowników i odholowywali do Szczecina. Ze sprzedaży łodzi i innego złomu spółka otrzymywała procent. Za uzyskane w ten sposób pieniądze kupowano pomoce naukowe do gabinetów (np. 20 mikroskopów do gabinetu biologicznego, sprzęt sportowy) oraz przeprowadzano remont lewego skrzydła. Po wyremontowaniu głównej klatki schodowej otwarto w szkole główne wejście, które jest czynne do dziś, natomiast poprzednie od ul. Niedziałkowskiego zostało zamknięte na klucz."


Czwartym dyrektorem szkoły w styczniu 1960 roku zostaje pan ZDZISŁAW PODKOWSKI, który pełni tę funkcję aż do roku 1977 r.
Tak wspomina postać prof. Zdzisława Podkowskiego, czasy, gdy jeszcze był "tylko" nauczycielem języka polskiego, a następnie okres jego dyrektorowania - dyr DUDAR, który przyjmował Profesora do pracy kilka lat wcześniej:
„Zdzisław Podkowski. Po ukończeniu wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie, z nakazem pracy zgłosił się w 1954 r. do pracy w naszej szkole. Po załatwieniu spraw związanych z zatrudnieniem nowego wykładowcy języka polskiego postanowiłem zakwaterować go w wolnej sali lekcyjnej wyposażonej w łóżko żelazne z siennikiem wypchanym żytnią słomą.
Pan Zdzisław otrzymał również stół kwadratowy, 2 krzesła, wieszak, taboret, miednicę, 2 wiadra – jedno na czystą wodę, drugie na zużytą, czajnik, metalowy kubek, 2 talerze i aluminiowe sztućce. Te meble i sprzęt były wzięte z wyposażenia internatu, który znajdował się również w szkole. Od 1951 roku przybywało pedagogów, dla których władze miejskie nie miały mieszkań. Natomiast domy rozsypywały się pod uderzeniami łomów i młotów. Prezydent Bierut zabierał ze Świnoujścia cegły i stal na odbudowę stolicy. Władze miasta dbały, aby jak najwięcej cegły poszło do stolicy i dlatego rozbierano budynki nadające się do zamieszkania. Zatrudnieni nauczyciele przed panem Podkowskim również mieszkali w salach szkolnych. Dopiero w roku 1955 udało mi się przenieść nauczycieli ze szkoły do budynku, który zdobyłem po wielu perypetiach od „Orbisu”. Budynek ten położony przy ul. Szenwalda, dawniej ul. Cmentarna (obecnie ul. Herberta - przyp. redakcji) nazwany został „Domem Nauczyciela”, w którym do dziś mieszkają nauczyciele. (obecnie już nie - przyp. redakcji).
Zdzisław Podkowski chętnie zgodził się dodatkowo pracować w bibliotece, która mieściła się wtedy w małej sali na parterze (dawny gabinet wicedyrektora Zespołu Szkół Zawodowych - przyp. redakcji). Pracy z książkami miał dużo, trzeba było założyć katalogi, karty czytelnika, a nawet naprawić uszkodzone książki. Obok pracy w szkole był zapalonym kibicem piłki nożnej, grał doskonale w szachy a jego prawdziwe hobby to: książki i czasopisma dotyczące kultury, literatury i zagadnień społeczno-politycznych. Ogałacał księgarnie z książek, które przynosił do szkoły i rozprowadzał wśród nauczycieli i uczniów. Prawie codziennie w stroju sportowym biegał po plaży w towarzystwie pana Witolda Rusakiewicza. Z przyjemnością hospitowałem lekcje prowadzone przez pana Zdzisława. Potrafił porwać młodzież, zmobilizować do czytania książek związanych z programem nauczania. Doceniłem jego zaangażowanie w pracę pedagogiczną i powierzyłem mu stanowisko zastępcy dyrektora do spraw młodzieży i wychowania. Tę funkcję sprawował w latach 1957-1960. 19 stycznia 1960 roku przekazałem ster w ręce nowego już czwartego dyrektora liceum – Zdzisława Podkowskiego.
Dyrektor nie zaniedbał spraw związanych z utrzymaniem budynku w należytym stanie. Zadbał o zaopatrzenie gabinetów w pomoce naukowe, przeprowadzał niezbędne remonty szkoły i hali sportowej. Po każdej burzy musiał szukać w MPGK dachówek, aby załatać dziury w uszkodzonym dachu. Uporządkował obejście szkoły, a cały plac szkolny ogrodził solidnym płotem postawionym z cegły. Na miejscu zburzonego lewego skrzydła szkoły i budynków straży pożarnej zbudował boisko, które do dziś służy młodzieży. Obok pracy w szkole brał czynny udział w życiu społecznym i kulturalnym środowiska.
Nauczyciel też człowiek, który pracuje, spożywa posiłki i kocha. Nowozatrudniani nauczyciele to panny i kawalerowie. Już w drugim roku pracy w szkole było zawarte pierwsze małżeństwo – Jerzego i Stanisławy – Kaliny Sikorskich, którzy zamieszkali w Domu Nauczyciela. W 1956 roku zatrudniłem nauczycielkę języka polskiego pannę Weronikę Bułę, jak się okazało, wspaniałą polonistkę. Zależało mi na tym, aby polonistów Zdzisława i Weronikę na stałe związać ze szkołą i Świnoujściem. Udało mi się. Wesele odbyło się w moim mieszkaniu przy ul. Spokojnej (obecnie Fredry). Obok tradycyjnych potraw weselnych był pieczony prosiak nadziewany smakowitym pasztetem. (...)
Zmarł 28 lutego 1985 roku w czasie pracy przy biurku w swoim gabinecie (zastępcy dyrektora Liceum dla Pracujących - przyp. redakcji). Był to człowiek, któremu całe życie wypełniała szkoła z jej uczniami. Był udekorowany wieloma odznaczeniami, między innymi medalem Komisji Edukacji Narodowej oraz Krzyżem Kawalerskim. Na cmentarzu pożegnali go nie tylko nauczyciele i uczniowie, ale również związani z nim absolwenci mieszkający w Świnoujściu. Pożegnałem go słowami: 31 lat temu przyjmowałem Cię, Zdzisławie, do pracy, teraz żegnam Cię – spoczywaj w pokoju." (fragment wspomnień dyrektora Władysława Dudara opublikowanych z okazji 50-lecia "Mieszka" w wydaniu specjalnym tygodnika "Wyspiarz" - link do całości wydania na początku działu "HISTORIA")

W sierpniu 1965 r. Komitet Rodzicielski ufundował szkole sztandar. W maju 1967 roku został wmurowany kamień węgielny w fundament internatu szkolnego, ufundowanego przez Marynarkę Wojenną. Internat oddano do użytku 1 stycznia 1971 roku.

Fot. powyżej - Andrzej Ryfczyński - budowa internatu. Obecnie w budynku mieści się prywatny żłobek.
W 1968 szkoła otrzymała nowy sztandar szkoły. W 1970 roku w uznaniu zasług liceum zostało uhonorowane odznaką „Gryf Pomorski”. W tym też roku wprowadzono specjalizację w postaci klas fakultatywnych i klas profilowanych.


W roku 1973, według pomysłu pani Urszuli Kardasz, powstała funkcjonująca do dziś „Złota Księga”, do której wpisywani są wyróżniający się w nauce uczniowie. Od lat 70-tych przyznawana jest corocznie nagroda dla najlepszego ucznia szkoły, do roku 1990 nazywana „Czerwoną Tarczą”, a obecnie „Złotą Tarczą”. W roku 1976 miały miejsce uroczyste obchody 30-lecia istnienia szkoły.



W 1977 roku dyrektorem szkoły została pani JANINA LECH, która pełniła tę funkcję do 1990 r.
W tym okresie przeprowadzono kolejne liczne remonty w naszej szkole, m.in. dachu, auli, toalet, a pani dyrektor Janina Lech wygospodarowała miejsce na szkolną czytelnię. W 1986 roku zorganizowano w szkole pierwszą pracownię informatyki.
Tak pamięta okres dyrektorowania pani Janiny Lech, były dyrektor Dudar:
"Tak, jak byli dyrektorzy naszej szkoły tak i nowa dyrektor zwróciła szczególną uwagę na stan budynku szkolnego i natychmiast zabrała się do pracy. Znalazła firmę, która pokryła dach blachą aluminiową, dziur już nie musiała łatać, jak robili jej poprzednicy. Aula na III piętrze była zaniedbana. Pani dyrektor znalazła środki i przeprowadziła gruntowny remont tego pomieszczenia. Założono parkiet, zawieszono kryształowe żyrandole i dokonano estetyzacji.
PARKIETY I SANITARIATY
W hali sportowej został przełożony parkiet, założono kraty na okna, oraz zabezpieczono lampy umieszczone na suficie. Zawsze były kłopoty z sanitariatami. Aby podnieść stan higieny w szkole, toalety dla młodzieży zostały przebudowane tak w budynku szkolnym, jak i przy hali sportowej. Stara instalacja elektryczna nie spełnia już swej roli w należyty sposób i tu dokonano całkowitej wymiany starych przewodów na nowe. Linoleum, które zostało położone przez PaFaWag, zostało całkowicie zniszczone. Setki metrów kwadratowych nowej wykładziny pokryły klatki schodowe i korytarze na wszystkich piętrach. W budynku szkoły wszystkie pomieszczenia wykorzystane, ale w tej ciasnocie znalazła się sala na czytelnię. Trzeba podkreślić, że dyr. Janina Lech zwróciła szczególną uwagę na estetykę szkoły, w tej dziedzinie spisała się na szóstkę.
SAMORZĄDNOŚĆ
Ważną instytucją w szkole jest samorząd uczniowski. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych samorząd nie przejawiał aktywności: dyrektor Janina potrafiła zmobilizować władzę uczniowską i wykorzystać ją dla dobra nauczycieli i uczniów naszej szkoły."

W roku 1990, po przełomowych wydarzeniach związanych z upadkiem komunizmu, szóstym dyrektorem szkoły zostaje pani LIDIA NIERZWICKA, która pełni tę funkcję do sierpnia 1997r.
W 1990 r. zakupiono z funduszy zebranych przez uczniów pierwszą kserokopiarkę. W 1991 r. na wniosek pani dyrektor Lidii Nierzwickiej powstaje Rada Liceum, w skład której wchodzą przedstawiciele rodziców, uczniów i nauczycieli. W 1992 r. budynek szkoły podłączono do miejskiej ciepłowni. W następnym roku ze środków pozyskanych przez Radę Liceum wykonano remont wieżyczki nad wejściem do szkoły od ulicy Niedziałkowskiego.
Ponownie oddajemy głos dyrektorowi Dudarowi:
"Od 1990 roku jestem dyrektorem liceum i w dalszym ciągu uczę (w mniejszym niż dotychczas wymiarze godzin). Mam świadomość ciążącej na mnie odpowiedzialności za wszystkich i wszystko, co dzieje się w szkole, ale na pierwszym miejscu stawiam młodzież i tę, która przynosi szkole chlubę, i tę, z którą są problemy, bo uważam, że taka jest powinność nauczyciela. Tak rozumiem swoją rolę.”
Tyle dyr. Lidia Nierzwicka powiedziała o sobie. A teraz o jej rządach w szkole. Ambicją szkoły jest wychowanie światłych, wykształconych i prawych ludzi związanych z Ojczyzną i miastem. W tym celu, dzięki zaangażowaniu i aktywności profesorów, liceum realizuje wyraźnie określoną linię nauczania i wychowania. Stąd liczne w kalendarium szkolnym uroczystości o charakterze patriotycznym. Wspólnie z młodzieżą obchodzi się rocznice: wybuchu II wojny światowej, odzyskania niepodległości, Konstytucji 3-go Maja, 50-tej rocznicy bitwy pod Monte Cassino, 50-tej rocznicy Akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego, Dni Pamięci Narodowej poświęcone ofiarom stalinizmu i polskim losom kresów połączone ze zorganizowaną w mieście zbiórką pieniędzy na polską szkołę w Grodnie.
W ramach wymienionych uroczystości doszło do nawiązania bardzo pięknych kontaktów z wybitnymi i powszechnie znanymi postaciami jak: pani Generałowa Irena Anders, Biskup Polowy Wojska Polskiego Sławoj Leszek Głódź oraz propagator idei budowy polskiej szkoły w Grodnie, redaktor I Programu Polskiego Radia Lesław Skinder i wybitnymi uczestnikami II Wojny Światowej na różnych frontach. Szczególnego znaczenia w szkole nabrało Święto Patrona – Mieszka I, które stało się autentycznym świętem szkoły."
W 1997 r. siódmym dyrektorem szkoły zostaje mgr inż. GRAŻYNA SZCZODRY, która rolę tę pełnić będzie równo 20 lat i przejdzie do historii jako osoba, która (do tej pory) najdłużej sprawowała funkcję dyrektora „Mieszka”.
Po kilku latach nieobecności w 1998 roku ponownie ukazała się szkolna gazetka w nowej szacie graficznej, przybierając nazwę „Mała Czarno-Biała”. Gazetka ukazywała się aż do grudnia 2022 roku - być może jeszcze do niej wrócimy?
W latach 1997-1999 wykonano wiele remontów: naprawiono biegi schodów obu klatek schodowych, wymieniono rury wodno-kanalizacyjne, zaadaptowano część pomieszczeń piwnicznych na magazyn i warsztaty, naprawiono rynny, pęknięte kominy, zaadaptowano 2 wnęki korytarzowe na klasy, wykonano kapitalne remonty łazienek, wyremontowano kilka sal lekcyjnych, pokój nauczycielski, wymieniono oświetlenie na nowocześniejsze.


W 2000 r. oddano do użytku wyremontowaną salę gimnastyczną, do której dobudowano nowe zaplecze – w tym sanitariaty dla osób niepełnosprawnych, wymieniono okna na tzw. bezpieczne, oraz położono nową sportową podłogę. W tym samym czasie wybudowano do niej podjazd dla osób niepełnosprawnych.

Cały świat jest sceną
Początek nowego tysiąclecia to również początek niebywałego rozkwitu sztuki teatralnej w naszej szkole! To początek historii, która trwa do dziś, a piszemy te słowa w roku 2026. Oczywiście różne przedstawienia i koncerty miały miejsce i wcześniej, ale od roku 2000 mówimy naprawdę o fenomenie na wielką skalę i czymś, co wyróżnia nas wśród innych liceów na poziomie kraju. Otóż rok 2000 to powstanie Koła Teatralnego MATTiM, którego założycielką i od ponad ćwierć wieku spiritus movens jest p. Iwona DOMINIAK. Po raz pierwszy nasza młodzież wystąpiła na deskach sali teatralnej MDK już w grudniu 2000 roku z przedstawieniem "Nasze Betlejem" na podstawie tekstu Ernesta Brylla. To i wszystkie kolejne przedstawienia, których jest nawet kilka w roku, robią furorę w mieście, gdy zawsze przy pełnej sali gramy dla szkół, dla mieszkańców miasta, dla Klubu Literackiego "Na Wyspie" i podczas wielu miejskich uroczystości. Co więcej, nasze występy systematycznie zdobywają nagrody na festiwalach (np. "Arkadia" - dwukrotnie pierwsze miejsce), nawet na takich, które łączą sztukę i ... fizykę (wyróżnienie na festiwalu "Science on Stage", Poznań 2003).
Od roku 2005 przez kilka lat nasza młodzież mogła realizować się również w musicalach i koncertach. Pomysłodawczynią tej formy działalności była ówczesna nauczycielka wiedzy o kulturze i muzyki pani Joanna MANISTA, której zawdzięczamy wiele wspaniałych występów muzycznych i piosenkarskich - jak np. "Ominąć święta" - oraz musicale "Samotność w sieci", "Czynsz" i "Sen nocy letniej" - zrealizowane wspólnie z p. Iwoną DOMINIAK pierwsze przedstawienie, z którego dochód przeznaczono na WOŚP.
Można powiedzieć, że granie dla Orkiestry to jest już nasza tradycja. Na zawsze w pamięci pozostaną cudowne przedstawienia wyreżyserowane przez p. DOMINIAK, takie jak: "Shrek", "Burza", "Penelopiada", "Ptaki", "Schronisko dla bezdomnych duchów" i wiele, wiele innych... - teatralna przygoda naszej młodzieży trwa!
Warto odnotować, że w tym samym czasie swoje klimatyczne teatralne przedstawienia z grupą pasjonatów aktorstwa realizował także nasz ówczesny uczeń, a obecnie jeden z najciekawszych, najbardziej rozpoznawalnych i nagradzanych reżyserów teatralnych młodego pokolenia - Krzysztof POPIOŁEK, absolwent krakowskiej PWST na kierunku reżyserskim. (https://lo-mieszko.pl/krzysztof-popiolek/)












W 2001 r. szkoła otrzymała od MEN pierwsze komputery do sali informatycznej oraz czytelni. Potem jeszcze udaje się pozyskać takie wyposażenie w 2005r.
W 2002 r. odbył się pierwszy nabór do zreformowanego trzyletniego liceum ogólnokształcącego.
W tym samym roku szkoła otrzymała tytuł placówki integracyjnej i zmieniła nazwę na Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi im. Mieszka I, natomiast nabór do pierwszej klasy integracyjnej nastąpił w roku 2004.
Od 2002 po opuszczeniu budynku szkoły przez ZSZ nr 1 – zostały przywrócone wolne wnęki korytarzowe, dzięki czemu korytarze zyskały na drożności i oświetleniu. W tym czasie też przeniesiono czytelnię do większej sali. Przebudowano dwie sale na duży przestronny pokój nauczycielski, który zyskał przy tym zaplecze gospodarcze. W roku następnym wyposażono w sprzęt szkolną siłownię.
Z końcem 2004 r. rozpoczęto dobudowę części prawego skrzydła szkoły, zburzonego podczas wojny. Prace zakończono w 2006 r. W części tej powstały sanitariaty, pokój socjalny i winda dla osób niepełnosprawnych. Tu też utworzono gabinet pielęgniarki, gabinet pedagoga, a także przytulny bufet szkolny, które zastąpił dawnego „Grycka”, który ze względów technicznych niedostępny był dla uczniów niepełnosprawnych. Poprzez powiększenie starych pomieszczeń uzyskano także pełnowymiarową salę na drugą pracownię fizyki. Wyremontowano korytarze szkolne. Zyskali również pracownicy administracji i obsługi otrzymując wygodne pomieszczenia biurowe i socjalne.
W 2004 r. liceum otrzymuje tytuł „Szkoły Europejskiej” nadany przez Ministra Oświaty, Kultury i Sportu Meklemburgii Przedmorza za współpracę ze szkołami w Niemczech.
W tym samym roku szkoła otrzymuje tytuł „Szkoły z Klasą” nadany przez Centrum Edukacji Obywatelskiej pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
W 2005 r. odbyła się w naszym liceum pierwsza Nowa Matura, która objęła maturzystów, będących pierwszymi w naszej szkole absolwentami powołanych przez reformę oświaty gimnazjów. Wyniki tej matury nie były zaskoczeniem i tylko potwierdziły wysoki poziom nauczania w naszym liceum. W tym też roku po raz pierwszy utworzono klasę z programem stałej współpracy polsko-niemieckiej.
W 2006 r., w roku 60-lecia istnienia liceum, szkoła otrzymuje Złotą Odznakę Honorową Gryfa Pomorskiego nadaną przez Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego w uznaniu zasług naszego liceum dla rozwoju regionu.


Ponadto szkoła otrzymuje też w tym roku Certyfikat Zachodniopomorskiej Szkoły Jakości nadany przez Kuratora Oświaty w Szczecinie.
W 2006r. Zarząd Główny Związku Sybiraków w Warszawie nadaje odznakę „Honorowego Sybiraka” pani dyrektor Grażynie Szczodry i pani Helenie Wojtczak - Stryjek, nauczycielce historii, w podziękowaniu za 9 lat współpracy z Kołem Związku Sybiraków w Świnoujściu.
Od 2006 roku Szkoła intensyfikuje i rozwija współpracę międzynarodową w ramach projektu Unii Europejskiej o nazwie 4 Zakątki Południowego Bałtyku, w ramach której kilka razy w roku spotyka się młodzież z Polski, Niemiec, Szwecji i Danii. Od 2010 do 2020 roku z inicjatywy p. Agnieszki Żychskiej szkoła jest corocznie reprezentowana podczas Międzynarodowej Konferencji StetiMUN (Modelowe Obrady ONZ).

Począwszy od roku 2013 szkoła co roku zdobywa bardzo dobre miejsca w rankingu najlepszych liceów w Polsce zdobywając tzw. "Brązową Tarczę", a w roku 2023 i 2024 "Srebrną Tarczę".
W roku 2014 uroczyście zostaje oddane do użytku nowe, wyremontowane i unowocześnione boisko szkolne. W szkole działa wi-fi.
Rok 2016 to kulminacja obchodów 70-lecia powstania szkoły. Przygotowana przez p. Wacławę Dubiel powstaje kolejna księga absolwentów. W dniu 24 września 2016 roku dawni uczniowie spotykają się w klasach tematycznie historycznie przystrojonych przez obecnych uczniów, rozmawiają ze swoimi profesorami, biorą udział we wspaniałym pochodzie przez miasto. Wszystko wieńczy uroczystość w amfiteatrze i bal w hotelu Interferie. /zdjęcia: Agnieszka Żychska/














Od stycznia roku 2017 wszyscy uczniowie szkoły mają do dyspozycji osobiste szafki. W czerwcu 2017 zostaje uruchomiona nowa strona internetowa szkoły i zostaje przygotowana dokumentacja do wymiany wszystkich okien. Tego również roku pani Grażyna Szczodry przechodzi na emeryturę.
1 września 2017 stery szkoły przejął pan PIOTR ADAMCZYK. Wicedyrektorką została p. Anna Więzowska.
Dyrektor Piotr Adamczyk pełnił swoją funkcję tylko jedną kadencję, ale była to kadencja wyjątkowo bogata w wydarzenia, które śmiało możemy nazwać "wydarzeniami historycznymi". W ciągu tego pięciolecia szkoła nasza nie raz została wplątana w wartki bieg akcji, na którą często nie mieliśmy nawet wpływu, a jedyne, co mogliśmy zrobić, to jak najlepiej się odnaleźć w coraz to nowej, zaskakującej rzeczywistości.

Zaczęło się dobrze, optymistycznie i spokojnie: w roku szkolnym 2017/2018 dokończony został remont, wymienione wszystkie okna i kaloryfery, budynek dostał również nową, piękną, jasną elewację. Można śmiało powiedzieć, że jest to obecnie jeden z najładniejszych, poniemieckich budynków w mieście.

fot. Łukasz Karliński
Wiosną roku 2019 znaleźliśmy się w centrum ważnych wydarzeń politycznych - miał miejsce trzytygodniowy strajk nauczycieli, do którego grono "Mieszka" przystąpiło niemal w całości. Tuż przed maturami strajk został zawieszony i młodzież mogła przystąpić do egzaminów - atmosfera jednak nie była spokojna. Przez kraj przetaczała się fala alarmów bombowych w szkołach, która dotarła również do nas... Maturzyści zamiast czekać spokojnie w salach na rozpoczęcie egzaminów, musieli zbierać się na boisku, a szkoła była sprawdzana przez specjalne ekipy techniczne. Dyrektor Piotr Adamczyk w pełni współpracował z policją, by zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.
Luty 2020 - czerwiec 2022: to czas pandemii Covid-19, czas wielu miesięcy zamknięcia, nauczania zdalnego bez bezpośredniego kontaktu z nauczycielami i rówieśnikami. Nikt nie miał doświadczenia związanego z tak skrajną sytuacją - ale trzeba było się szybko w tym odnaleźć: odpowiednie zarządzenia dyrekcji, wielka mobilizacja wszystkich zaangażowanych stron - organu prowadzącego, nauczycieli i uczniów. Było ciężko i trudno - szczególnie na początku - szczególnie chyba maturzystom. Jednak zarówno w roku 2020, 21 i 22 matury, pomimo, że w trybie obostrzeń epidemicznych odbyły się i zakończyły sukcesem. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w roku 2020 ze względu na pandemię nie odbyła się studniówka, a w roku 2021 i 2022 studniówki odbyły się już nie w sali gimnastycznej szkoły, ale w pięknej sali hotelowej.
24 lutego 2022 - Ukraina została zaatakowana przez Rosję, a kraj zalała fala uchodźców. Dyrektor Adamczyk i grono pedagogiczne stanęło przed nowym wyzwaniem: wkrótce w naszej szkole pojawiło się około 30 uczniów ukraińskich, część niemówiąca po polsku, często mająca za sobą traumatyczne przeżycia. W szkole nie utworzono oddziału przygotowawczego, ale robiliśmy i robimy wszystko, co w naszej mocy, by uczniów ukraińskich z polskimi zintegrować, nauczyć ich języka polskiego, pomóc odnaleźć się w nowej rzeczywistości i zdobywać wiedzę.
Warto wspomnieć, że przez cały ten, tak często trudny i pełen niezwykłych okoliczności czas, "Mieszko" utrzymuje odznakę brązowej tarczy. Szkoła przeżyła również kolejną reformę szkolnictwa i w roku 2019 przyjęła pierwszy rocznik uczniów, którzy nie chodzili już do gimnazjum, ale kończyli 8 klas szkoły podstawowej - można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Oznaczało to, że przez trzy lata mieliśmy w "Mieszku" jednocześnie absolwentów gimnazjum i nowych szkół podstawowych uczących się wg różnych podstaw programowych - podołaliśmy i temu zadaniu.
Pod koniec roku szkolnego 2021/2022 Dyrektor Adamczyk podejmuje decyzję o wyprowadzce z miasta, wobec czego zostaje rozpisany konkurs na nowego dyrektora.
1 września 2022 roku dyrektorem szkoły zostaje Pani RENATA BRUDNIK. Pracę na stanowisku wicedyrektora kontynuuje Pani Anna Więzowska. Życzymy powodzenia i bardziej spokojnego okresu historycznego!


Po dalszy ciąg najnowszej historii naszej szkoły zapraszamy do działu "Aktualności" na stronie głównej. By poczytać o wydarzeniach w danych miesiącach i latach, można również skorzystać z zakładki "Archiwum". Historia „Mieszka” tworzy się dalej każdego dnia…

fot. Agnieszka Żychska
OBCHODY 70-LECIA ISTNIENIA SZKOŁY

Zapraszamy do lektury ciekawego artykułu pani Joanny Maraszek, dziennikarki "Głosu Szczecińskiego", która tak opisuje
Poniżej zaś zamieszczamy piękne wspomnienie tego dnia, którego autorką jest pani Jagna Cichowicz. Zapraszamy do przeczytania!
Ta nasza młodość
To był najhuczniejszy i najpiękniejszy jubileusz na wyspach, obchodzony wspólnie przez kilka pokoleń. Miły czas spotkań i wspomnień. Okazją była 70 rocznica powstania Liceum Ogólnokształcącego im. Mieszka I.
Ostatnia wrześniowa sobota przywitała wszystkich wciąż jeszcze ciepłymi promieniami słońca i piękną pogodą - pogodą, która zazwyczaj nie zachęcała do pójścia do szkoły. Tego dnia jednak, spoglądając na miasto z góry, można było zobaczyć strumienie ludzi w różnym wieku, zmierzające w jednym kierunku.



Nasz dzień
Coś nas łączyło w tym momencie. Ciekawość, radość, że za chwilę spojrzymy w oczy swojej dalszej lub niezbyt odległej młodości, że uściśniemy swoich przyjaciół. Za chwilę też dowiemy się o tych, którzy będą spoglądać na nas już tylko ze starych fotografii. Wspomnimy ich uśmiech, który na zawsze już pozostanie w kolorze sepii. Ten dzień miał należeć do nas. absolwentów naszej starej szkoły, naszej „budy”, naszego Mieszka. Kruczoczarny warkocz, kiedyś przeskakujący przez kałużę za swoją właścicielką, dziś dumnie srebrzył się w słońcu zapleciony w koszyczek, na głowie starszej pani, podpierającej się laseczką. Uśmiecham się do niej, choć jej nie znam. Mamy nagle tyle samo lat, jesteśmy w tym samym czasie, we wspomnieniach ze swojego życia. Jesteśmy w szkole.



Wszyscy w cudownych nastrojach. starsi, pomimo upływu czasu, w zaskakująco dobrej formie. Przyszli całymi rodzinami. ojcowie i synowie z pasją do tych samych przedmiotów, kontynuujący naukę w tej samej szkole. Przyszły wspólnie małżeństwa, pary, które połączyła pierwsza szkolna miłość... on pociągnął ją za rękę po schodach, jak kiedyś, szybko, niecierpliwie. Chciał odnaleźć, wyryty scyzorykiem na poręczy dowód swojej miłości do niej. Czy znaleźli? Nie wiem. Ja poszłam w swoją stronę.



Uśmiech pani profesor
Drzwi do kolejnych klas cały czas wydają się takie duże i nadal bojaźliwie je otwieram. Klasa francuskiego. Jedna z nas dzisiaj jest tłumaczem tego języka, inna mieszkała kilka lat we Francji. siadamy w ławkach. Wspominamy...
Staję przy tablicy, biorę kredę i czuję w rękach jej biały smak. Białe, koślawe literki na tablicy to ślad moich niewprawnych palców, zbyt przyzwyczajonych dziś do klawiatury komputera.



Byłyśmy tutaj, 2016 – zostawiamy na tablicy trzy imiona i napis, który zniknie pod gąbką na pierwszych, poniedziałkowych zajęciach. Dzieciaki pewnie postukają się w głowę, ale pani profesor od francuskiego może się uśmiechnie. Uśmiechnie się, bo pozna nas po imionach, nie tyle nietypowych, co od zawsze nierozłącznych.



Zwiedzam kolejne piętra u boku swojej przyjaciółki. od 38 lat trzymamy się razem, mocno, za rękę, tylko czasami zwalniając uścisk. Docieramy do auli. Do nowej Sali Pamięci, przygotowanej z myślą o tym dniu. Księgi pamiątkowe wystawione w szkole przyjmują dużo wpisów i chłoną je na zawsze. Niektórzy piszą, że nie odnaleźli się na wystawionych w szkolnej galerii zdjęciach, ale to nie szkodzi, bo i tak wszystko pamiętają.
Razem
Z mojej klasy osób było niewiele. Wiemy, jak jest. Rozrzuceni po świecie, szukamy swoich miejsc. Mamy rodziny, które nas potrzebują, zwierzaki, których nie ma z kim zostawić, pracę, która zawsze w najmniej odpowiednim momencie nas zatrzyma. tak właśnie wielu z nas tłumaczyło niemożność przyjścia. Niektórzy nie wiedzieli lub po prostu nie mieli chęci uczestniczyć w takim spotkaniu. Wielu też dołączyło do nas w trakcie przemarszu miastem. Nie było co stać z boku, po prostu wtopili się w tłum. I szliśmy tak razem przez miasto, barwnym korowodem, prowadzeni przez świtę Mieszka.



Dla wielu z nas ta chwila wciąż trwa. Dziś wiemy o sobie więcej, pozostajemy w kontakcie, gratulujemy sobie, kibicujemy, pewnie też trochę niekiedy zazdrościmy. odszukujemy wszelkie możliwe informacje o sobie, czytamy o osiągnięciach, podróżach.
Zataczamy krąg
Ktoś właśnie dowiedział się, że wystawa malarstwa jego przyjaciela jest w galerii tuż za rogiem. Inny, że wieczór poezji pewnego nieśmiałego chłopaka z klasy, odbędzie się już wkrótce. ona wstąpiła do księgarni, bo z witryny przywołało ją znajome nazwisko...
Absolwenci Mieszka są wszędzie, na całym świecie. Na misjach, na lodowcach, w telewizji, w teatrach, w kinach. Zdobywamy osiągnięcia sportowe, naukowe i artystyczne. Wygrywamy rajdy, żeglujemy. Bronimy ludzi, ratujemy życie, chronimy zwierzęta. Dajemy ludziom piękną muzykę, piękne domy, ogrody, dajemy im pomoc w codziennym życiu.

Nasze marzenia i plany, zaczęły się tutaj, na wyspach. Siedząc na plaży, przesypywaliśmy je z piaskiem, między palcami. Życzenia wysyłaliśmy w świat, wykrzykując je z wiatrem i z nadzieją, że dolecą daleko. Wiele doleciało.
My też zataczamy kolejny krąg i wracamy, na chwilę, na stałe.
Bo z wyspy, nie da się uciec.
/Jagna Cichowicz/
[/su_tab]
[su_tab title="In Memoriam"]

Pamiętamy o zmarłych pracownikach "Mieszka". Cześć ich pamięci!
Osoby zmarłe po roku 2016:

Stefan Ryszkowski
ur. 16 czerwca 1927 roku - zmarł 15 lutego 2017 roku
Lata pracy w "Mieszku": 1973-1987
Nauczyciel przysposobienia obronnego

Jadwiga Jasińska
ur. 22 lipca 1933 roku - zmarła 20 sierpnia 2017 roku
Lata pracy w "Mieszku": 1956 - 1988
Nauczycielka geografii
WPISY POŚWIĘCONE PAMIĘCI ZMARŁYCH NAUCZYCIELI:
1) ZENON MROCZKOWSKI https://lo-mieszko.pl/pan-profesor-zenon-mroczkowski-nie-zyje/
2) ANDRZEJ CHWISTECKI https://lo-mieszko.pl/zmarl-prof-andrzej-chwistecki/
3) TERESA KARDASZ https://lo-mieszko.pl/zegnamy-pania-profesor-kardasz/
4) ANNA DĘBOWSKA https://lo-mieszko.pl/nie-zyje-pani-profesor-anna-debowska-sokalska/
5) JAN LIPOWSKI https://lo-mieszko.pl/profesor-jan-lipowski-nie-zyje/
6) ANNA SZCZUR https://lo-mieszko.pl/15643-2/
[/su_tab]