Żegnamy Panią Profesor Kardasz

Żegnamy Panią Profesor Kardasz

Z wielkim smutkiem żegnamy Panią Profesor Urszulę Kardasz, wieloletnią nauczycielkę języka polskiego i wychowawczynię w naszym Liceum. Wiele pokoleń świnoujścian zapamięta ją jako wybitną polonistkę, wielką miłośniczkę literatury pięknej, szczególnie poezji, nauczycielkę, która potrafiła rozbudzać pasję wśród uczniów. Pani Profesor była osobą dużo wymagającą od swoich wychowanków, jednak zawsze mogliśmy liczyć na jej pomoc i wsparcie. Wspominamy jej niezwykle wysoką kulturę osobistą, spokój i wzorową postawę pedagogiczną.

Pani Profesor Kardasz zainicjowała w 1973 roku „Złotą Księgę“, do której wpisywani są uczniowie wyróżniający się w nauce. Księga prowadzona jest do dziś. “Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci” (Wisława Szymborska)

Ceremonia Pogrzebowa odbyła się dnia 03.01.2022 r. W naszej szkolnej kronice zachowały się wspomnienia Pani Profesor, które spisała z okazji 60. jubileuszu powstania Liceum. Nadszedł czas, aby je opublikować. Publikujemy również mowę pogrzebową przygotowaną przez Prof. Lidię Kropską – byłą uczennicę Pani Profesor Kardasz i byłą nauczycielkę języka polskiego w “Mieszku”: Mowa pogrzebowa

3 IX 1949. Po raz pierwszy rozpoczęłam naukę w ósmej klasie. Silne to przeżycie, gdyż mimo trudności zdołałam przekonać rodziców o chęci uczenia się nadal, zdałam egzamin wstępny i oto teraz czekam co przyniesie mi ta chwila.

Jest ona ciekawa, bo dotąd uczyłam się w szkole Podstawowej, a odtąd będę chodzić do nowej częściowo odremontowanej szkoły przy ulicy Niedziałkowskiego.

Ozwał się pierwszy dzwonek, na głos którego wszyscy ustawili się na dziedzińcu szkolnym by usłyszeć powitanie dyrektorki mgr Marty Śliwińskiej i zachętę do dalszej pracy w POLSKIEJ SZKOLE.

Minęły lata, nadszedł znów 1 września 1959 roku. Ponownie znalazłam się na znajomym korytarzu wesołym od gwaru dzieci. Wrażenia moje były inne, czułam się niepewnie. Jak mnie tu przyjmą? Czy życzliwie?

Wracałam znów do tych samych klas, gdzie widziałam dawne ławki, wychowawców, profesorów i mnóstwo nas – dawnych dzieci, młodzieży, abiturientów, absolwentów.

Dziś ja sama wróciłam – to są tylko wspomnienia.

Mam zacząć pracę wśród młodszych koleżanek, niejednokrotnie ich sióstr i braci. Zdałam sobie sprawę, że dla niejednych jestem dawną znajomą.

Znów jak dawniej zadźwięczał dzwonek. Inne miał brzmienie. Mówił o obowiązku, który podejmuję wraz ze swymi dawnymi przełożonymi. Nie wolno mi ich zawieść. Idę. Czuję, że zadrżę, gdy stanę przed młodzieżą. Co jej powiem? Klasa już coraz bliżej. Drzwi. Już za późno aby się cofnąć.

Dzień dobry – będziemy wspólnie pracować, wiele z Was zna mnie i wie, że nazywam się Urszula Rutkowska. 

I znów minęły kolejne lata: i minął 1 IX 1989 roku, kiedy po 31 latach odeszłam na emeryturę i minął 1994 rok, kiedy ostatecznie rozstałam się ze szkołą rezygnując z pracy w niepełnym etacie – jako emerytka (przyczyną była obłożna choroba mojej Mamusi) i minęły uroczystości 50 – lecia LO – kiedy to spotkałam się ze swymi byłymi uczniami i wychowankami.

To wyliczenie potwierdza, że wybór przed laty był słuszny. Do dziś chętnie wspominam i nadal czuję pełną gotowość do współpracy. Szkoła była i jest największą moją pasją. Tu wzrastałam, borykałam się z trudnościami, osiągałam sukcesy.

Były to lata wytężonej pracy, w której nie tylko realizowałam przewidziany program, ale także go ubogacałam:

– organizując pierwszą w szkole pracownię polonistyczną bogatą w pomoce, eksponaty – często wykonane przez chętnie ze mną współpracującą młodzież kolejnych roczników.

– budząc zainteresowania kulturalne jeździłam systematycznie do Szczecina na kolejne przedstawienia teatralne, lub na wycieczki szkolne o wyraźnie polonistycznym charakterze (np. zwiedzanie Warszawy z „Lalką” B. Prusa). Potwierdzeniem entuzjazmu dla organizowanych wycieczek – był wyjazd jednodniowy do Warszawy na wystawę sztuki francuskiej (4xParyż), czy wyjazd do Słupska, aby obejrzeć aktualną wystawę prac Witkacego.

Wiele radości przynosiła mi praca wychowawcy w kolejnych klasach, szczególnie w klasach humanistycznych. Jakiś czas pomagałam w pracach Samorządu Szkolnego (kiedyś jako uczennica byłam przewodniczącą Samorządu Szkolnego i uczestniczyłam po raz pierwszy w swoim życiu w obradach Rady Pedagogicznej). Dziś zaś pomagając młodzieży dążyłam do budowania dobrego imienia Szkoły oraz uczucia dumy z przynależności do rodziny szkolnej w naszym środowisku. W tym czasie 1977/8 przewodniczącą Samorządu była Grażyna Specjalska uczennica III klasy matematyczno – fizycznej, dzisiaj pani mgr inż. Grażyna Szczodry – Dyrektor Szkoły. Obecnie śledzę losy swych młodszych kolegów którzy wybrali podobną drogę życia i pracy. Ich sukcesy są mi bardzo bliskie.

Tak było wobec nieodżałowanej i przedwcześnie zgasłej śp. Ewy Raczyńskiej, z którą czułam się związaną od jej I klasy LO po chwile ostatnie jej zbyt krótkiego życia. Wspaniała polonistka. Wśród nas są inni, jej podobni jak: Lidia Kropska, Honorata Walczak, Joanna Gładzik, Ewa Kręczyńska (Pędziwiatr), Krystyna Piasecka.

Jeszcze jedno – spotkałam w szkole swego męża. Choć studiowaliśmy z dala od siebie: mąż w Gdańsku, ja we Wrocławiu; mąż matematykę, ja polonistykę. Ja wróciłam do domu, do rodzinnego miasta – mąż zastąpił w pracy starszego kolegę Władysława Moskwę. Łączyły nas te same lata nauki. Potem połączyły: praca i dom.

Razem przeżyliśmy wiele:

– uczyliśmy tę samą młodzież

– cieszyliśmy się ich osiągnięciami: maturą, studiami. Do dzisiaj zachowały się żywe kontakty osobiste, listowne.

– razem (aż dziewięciokrotnie) jeździliśmy z młodzieżą na wakacyjne obozy wędrowne. Wspaniałe to były wakacje. Zdeptaliśmy wiele pięknych okolic.

Z perspektywy wspólnie przeżytych lat mogę powiedzieć, że znów się nie pomyliłam. Jest to prawy człowiek, wielki przyjaciel, na ogół wszystkim życzliwy; otwarty na wszelkie nowości; przede wszystkim wyróżnia się pogodą ducha, dużym poczuciem humoru. Ma dobry słuch, spore uzdolnienia muzyczne, lubi śpiewać, ładnie śpiewa (żałuje, że nie mógł się w tym kierunku kształcić) ładnie lekko tańczy. Zapalony sportowiec, kibic. Nie było meczu towarzyskiego, czy rozgrywek z młodzieżą, żeby nie grał z powodzeniem. Trudniej mi mówić o jego walorach zawodowych – mimo to – spróbuję, wyrażając swoje spostrzeżenia. Zawsze pracował ambitnie, przygotowując się do zajęć. Nie umiał być surowy, choć niektórzy się go bali. Znali go uczniowie nie tylko dziennej szkoły, ale i „wieczorówek”, bo uczył także na kursach zawodowych i w Szkole Morskiej. Większość jego uczniów zdawała pomyślnie na studia matematyczne, techniczne.